Odcinek 1 — Ślęża. „Na co się kobieto porywasz?
Na 75-te urodziny, które przypadają w Wigilię Bożego Narodzenia sprawiłam sobie Książeczkę Korony Gór Polski i dołączyłam do Klubu Zdobywców Korony Gór Polski.
Mieszkam na Kaszubach, a więc stosunkowo daleko od górskich szlaków, lecz postanowiłam spróbować swoich sił. Ile szczytów uda mi się zdobyć? Kto wie? W sumie jest ich 28. Pomyślałam, że jeżeli zaliczę zaledwie jeden szczyt w roku, to zakończę moją przygodę mając 103 lata, a to przecież nierealne. Dlatego zdecydowałam się nie zwlekać i wraz z wiosną ruszyć na górskie szlaki.
Z duszą na ramieniu wyruszyłam na zdobywanie szczytów Korony Gór Polski. Pierwsza myśl, jaka przyszła mi do głowy to „na co się Kobieto porywasz?” Zapomniałaś, ile masz lat? Halo! Wróć na Ziemię! Wprawdzie Ślęża to niewysoka góra, bo 718 m n.p.m., ale jednak GÓRA, a ty, baba z nizin, w dodatku bez kondycji po długiej i depresyjnej zimie, zasiedziała, zgnuśniała… Druga półkula mózgu zareagowała natychmiast: „Poddajesz się? Bez walki? To niepodobne do ciebie. Rusz się. Przynajmniej spróbuj. Jak się nie uda, to trudno, a jak się uda, to wiesz, jaką będziesz miała satysfakcję? Gwarantowaną!” Posłuchałam tej drugiej i przy najbliższej okazji pobytu u wnuków we Wrocławiu postanowiłam rozpocząć przygodę z KGP. W niedzielę 22 marca stawiłam się na Przełęczy Tąpadła. Pogoda wymarzona na górskie wędrówki. Minęło już południe, więc wielki parking przy wejściu na szlak był pełen! Ani jednego wolnego miejsca. Trzeba było znaleźć jakieś dogodne i dozwolone miejsce postojowe w pobliżu. Udało się.
W końcu postawiłam pierwsze kroki na drodze do realizacji marzeń. Cel: Ślęża. Na początku przywitała mnie czerwona tablica z informacją, że wkraczam na teren Ślężańskiego Parku Krajobrazowego. I zaczęło się… Ciągle pod górę… Wprawdzie wygodną, szeroką, szutrową drogą, ale wciąż wyżej i wyżej. Wybrałam na początek najłatwiejszy, żółty szlak. Szłam powoli, zatrzymując się przy przyrodniczych tablicach informacyjnych, czytając o skałach, z jakich zbudowana jest góra, o dostojnych bukach porastających zbocza, o ptakach tu gniazdujących, drobnych zwierzętach, aż dotarłam na szczyt! Udało się!
Pierwsze koty za płoty! Sporo ludzi wędrowało tego dnia po górach. Pierwsze co zobaczyłam, to rozległą polanę, a na niej spore, murowane schronisko, PTTK Dom Turysty, a po przeciwnej stronie, na wyniesieniu, kościół pod wezwaniem Nawiedzenia NMP. Tylko gdzie jest ten najwyższy punkt, gdzie trzeba zrobić zdjęcie i wbić pieczątkę do książeczki KGP? Pierwszą pieczątkę!
Pieczątki dostępne były w schronisku: piękny, granatowo-biały niedźwiadek, symbol Góry Ślęży. Symbole te są pozostałością po pogańskich kultach dawnych ludów. Na wszelki wypadek zrobiłam zdjęcie zarówno przy kościele, gdzie wisi tabliczka informująca, że właśnie tu jest najwyższy punkt na Górze Ślęża, jak i przy tablicy na polanie niedaleko schroniska „Przystanek 6. Szczyt Ślęży”. Z ciekawością przeczytałam, że Ślęża była w dawnych wiekach miejscem pogańskiego kultu religijnego miejscowych plemion i uznawana za „siedzibę bogów” – Śląski Olimp, a także, że początki kultu sięgają epoki brązu (700 r. p.n. e.).
Na deser została mi jeszcze wieża widokowa, z której można zobaczyć rozległą panoramę okolic Sobótki. Wdrapałam się na sam szczyt wieży wąskimi i stromymi schodkami. Wiatr stroszył włosy na głowie, ale warto było.
Teraz pozostało już tylko zejście na parking. Zrobiło się pochmurnie i zimno. Z przyjemnością i satysfakcją wsiadałam do samochodu. Udało się!!! Rozpoczęłam swoją przygodę z KGP.