LEGENDA O LACKOWEJ

Królowa Beskidu Niskiego

Lackowa, królowa Beskidu Niskiego, rozsławionego przez poetę Jerzego Harasymowicza, góruje nad innymi szczytami. Wznosi się na wysokość 997 metrów. Poeta nazywał Beskid Niski Krainą Łagodności, a o Lackowej śpiewał bard, Wojciech Bellon, założyciel Wolnej Grupy Bukowina.

Kiedy wstałem w przedświcie a Synaj
Prawdę głosił przez trąby wiatru
Zasmreczyły się chmury igliwiem
Bure świerki o góry wsparte
I na niebie byłem ja jeden
Plotąc pieśni w warkocze bukowe
I schodziłem na ziemię za kwestą
Przez skrzydlącą się bramę lackowej

Ref.:
I był Beskid i były słowa
Zanurzone po pępki w cerkwi
Baniach rozłożyście złotych
Smagających się wiatrem do krwi…

Źródło tekstu utworu

W tym miejscu miała być jednak legenda, nie poezja, a Lackowa ma swoją opowieść, ponurą i jeżącą włosy na głowie. Takie historie jak ta niosły się po góralskich chatach w długie, jesienne wieczory. Posłuchajcie…

Trzydniowy jarmark w Zborovie według legendy o Lackowej

Piękna Cyganka i nieszczęśliwa miłość

W pobliskiej wsi, w Hucie Wysowskiej, mieszkał zamożny właściciel huty szkła. Miał on syna, niezwykle urodziwego i zdolnego Maćka. Posłał go więc do szkół po nauki. Maciek najpierw uczył się pilnie, ale po pewnym czasie wpadł w złe towarzystwo, porzucił naukę i oddał się nieprzyzwoitym uciechom. Wyrzucono go ze szkoły. Maciek wrócił do domu i na prośbę ojca zajął się rodzinnym rzemiosłem.

Trzy dni jarmarku w Zborovie

W sierpniu, jak co roku odbywał się w Zborovie wielki, trzydniowy jarmark. Zjeżdżali tam kupcy z okolic bliższych i dalszych. Pojechał i Maciek ze swoim towarem, a że towar miał przedni, wszystko sprzedał pierwszego dnia. Nie miał jednak ochoty wracać od razu do swojej wsi. Z okazji jarmarku do Zborova przybywało zawsze mnóstwo ludzi, bo można się było tutaj dobrze zabawić. Maciek najął więc kwaterę, a że miał pieniądze postanowił zostać i oddać się rozrywkom.
Tłum na jarmarku był barwny, rozśpiewany i roztańczony. Słychać było muzykę i różną mowę. Gromadzili się tu Żydzi, górale z Polski, Słowacji i Rusi, przybywali ludzie z nizin, a także Cyganie w kolorowych strojach.

Piękna Cyganka Róża i Maciek – ilustracja do legendy o Lackowej

Róża z cygańskiego taboru

Maciek nie mógł oderwać oczu od pewnej Cyganki imieniem Róża. Wyróżniała się urodą i wdziękiem, a tańczyła tak pięknie, że wszystko inne przy niej blakło. Maciek zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Wiedział jednak, że Cyganie prowadzą koczowniczy tryb życia; dziś są tu, jutro tam. Skoro chciał być z nią na zawsze musiał podjąć trudną decyzję – albo wyruszyć taborem z Cyganami, albo… porwać pannę i poprowadzić do ołtarza.
Wybrał tę drugą opcję. Namówił kilku młodzieńców, smolaków, co to patrolowali tereny górskie i zwalczali grasujących tam zbójników i opryszków aby porwali pannę Różę i dowieźli ją do karczmy w Blechnarce. Zapłacił im niezłą sumkę i sam udał się niezwłocznie w to miejsce.

Artystyczna ilustracja Lackowej inspirowana dawnymi podaniami Beskidu Niskiego

Gniew ojca i śmierć Maćka

Upłynęło zaledwie kilka godzin, gdy smolacy zjawili się z piękną Cyganką. Róża nie miała nic przeciwko porwaniu, z radością przyjęła oświadczyny Maćka i zgodziła się zostać jego żoną. Jednak szczęście nie trwało długo. Gdy tylko dotarli do rodzinnego domu w Wysowskiej Hucie, ojciec Maćka wpadł w taką złość, że oboje obił szpicrutą, syna kazał zamknąć w komorze, a Różę odesłać do cygańskiego taboru.
Maćkowi pękło serce z rozpaczy. Czuł, że nie może żyć bez pięknej Cyganki, że miłość jest silniejsza niż śmierć. Z rozpaczy powiesił się w komorze.

Tajemniczy grób na Lackowej

Tajemniczy grób na Lackowej

To były czasy, gdy nie można było grzebać samobójców na cmentarzu, w poświęconej ziemi. Wywieziono więc zwłoki hen daleko, w góry, pod granicę węgierską, na sam szczyt Lackowej i tam je pochowano wrzucając do głębokiej mogiły.

Dawne obrzędy i wierzenia związane z Lackową

Upiór z Beskidu Niskiego

Po pewnym czasie od tego zdarzenia okazało się, że upiór Maćka włóczy się po lesie, zamiast leżeć spokojnie w grobie. To nie była dobra wiadomość. Ojciec Maćka postanowił z tym skończyć. Udał się do znanego w okolicy wróża z prośbą o pomoc.
Człowiek ten wziął z cerkwi w Wysowej trójramienny świecznik, poszedł na Lackową, na grób Maćka, zapalił wszystkie świece i zaczął czytać modlitwę z psałterza. Wtedy zerwał się silny wicher. Chylił drzewa do ziemi, gasił świece i przewracał kartki w psałterzu. Wróż nie mógł dokończyć egzorcyzmów.

Noc na Lackowej w świetle ogniska – ilustracja inspirowana legendą

Jak raz na zawsze pozbyto się upiora

Upiór Maćka znowu zaczął pojawiać się w lesie. Ojciec po raz drugi wybrał się na Lackową, tym razem z hutnikami. Mieli oni nanieść na grób hałdę kamieni, żeby Maciek nie mógł wydostać się z mogiły. Ale to też nie zdało się na nic. Duch bez trudu poradził sobie z taką przeszkodą i znowu widziano go w lesie jak zaczepiał kobiety zbierające grzyby.

W końcu sprowadzono z daleka, bo spod samiuśkich Tater starego wróża, który miał niemałe doświadczenie w pozbywaniu się raz na zawsze wszelkich upiorów. Gdy rozkopano grób, Maciek wyglądał, jakby przed chwilą zasnął. Tylko czerwona twarz wskazywała, że naprawdę stał się upiorem.

Wróż rozpalił w pobliżu ognisko i wrzucił weń garść ziół. Dymem dobywającym się z ognia okadził ziemskie szczątki Maćka wymawiając pod nosem jakieś zaklęcia, po czym pokropił je wodą święconą i toporem odciął głowę. Ciało młodzieńca przewrócił z pleców na brzuch, między nogami ułożył gałęzie tarniny i na nich złożył odrąbaną głowę. Na końcu wbił drewniane kołki w serce i lędźwie trupa, znowu go okadził i pokropił wodą święconą. Tak przygotowane ciało włożono do trumny, wieko zabito ćwiekami i złożono w grobie.

Od tej pory nikt już nie widział upiora błąkającego się po lesie. Po wielu latach wiatry, deszcze i śniegi zatarły ślady mogiły. Teraz na Lackowej próżno jej szukać.

(Na podstawie fragmentów książki Andrzeja Potockiego „Legendy łemkowskiego Beskidu”)

Opowieść przygotowała Lucyna Szomburg

Korona Gór Polski