W drugim odcinku naszej górskiej serii —
„Wielka Sowa. Zaraz droga będzie już tylko pod górę…”
Pani Lucyna wspomniała, że zna starą legendę związaną z Górami Sowimi.
Dziś wracamy do tej opowieści.
To historia o siedmiu siostrach, tajemniczym kupcu i wyborze wolności, który na zawsze miał odmienić los tej krainy…
Dawno, dawno temu, a może jeszcze dawniej, cały Dolny Śląsk porastała dzika, nieprzebyta puszcza. W pobliżu obecnej wioski Kamionki mieszkał wówczas zamożny i dumny kmieć imieniem Wacław. Bóg obdarzył go siedmioma córkami, które z biegiem lat wyrosły na piękne i mądre kobiety.
Czas było wydać je za mąż. Do kmiecia co rusz zjeżdżali okoliczni kawalerowie z prośbą o rękę którejś z panien. Wacław jednak nie miał zamiaru oddawać córek byle komu. Marzyli mu się książęta. Zwykł powtarzać dziewczętom, że przeznaczył je dla książąt, albo… pójdą do klasztoru służyć Bogu.
Czas mijał, żaden książę nie zapuszczał się w te strony, a i zalotnicy zniechęceni przez Wacława przestali łudzić się nadzieją, że ojciec zmieni zdanie. Wizja klasztoru stawała się coraz bardziej realna. Dziewczyny, widząc, że czas im nie sprzyja, coraz częściej marzyły o ucieczce.
Pewnego dnia, w osadzie pojawił się tajemniczy kupiec. Widać było, że przybył z dalekich stron, bo miał ciemną skórę i nietutejszy przyodziewek. Córki wyszły mu naprzeciw, ciekawe jakie towary przywiózł z sobą. W przypływie szczerości opowiedziały mu swoją historię. Kupiec, zdjęty współczuciem chwilę się zastanowił, po czym wyjął z tobołka czarodziejską, jedwabną chustę i wręczył ją dziewczętom mówiąc te słowa:
– Mogę wam pomóc tylko w ten sposób. Oto chusta, która ma moc przemieniania ludzi w zwierzęta. Ale pamiętajcie, chusty można użyć tylko dwa razy, w innym wypadku nigdy nie wrócicie do ludzkiej postaci.
Dziewczęta podziękowały i wróciły do domu. Jeszcze tego samego wieczoru, bez chwili wahania postanowiły uciec zamieniając się w młode zajączki.
Rano, gdy ojciec odkrył, że córki zniknęły, z wściekłością ruszył na ich poszukiwanie. Nie mógł jednak trafić nawet na najmniejszy ślad dziewcząt. Udał się przeto do groty na stoku Srebrnej Kopy, do starej wiedźmy i poprosił ją o pomoc. Wiedźma zaglądając do kryształowej kuli, opowiedziała Wacławowi, co się wydarzyło; o tajemniczym kupcu, zaczarowanej chuście i córkach przemienionych w zajączki. Wacław zagotował się ze złości.
– Co mam czynić? Mów! – zwrócił się do wiedźmy.
– Jest na to rada – odrzekła – dam ci bukową gałązkę, która ma czarodziejską moc. Za jej przyczyną też możesz zamieniać się w zwierzę jakie tylko chcesz. Ale ta przysługa kosztuje worek złota.
Wacław nie zastanawiał się ani chwili. Dał wiedźmie worek złota, a sam przemienił się natychmiast w drapieżnego jastrzębia i ruszył w pogoń. Jastrząb ma bardzo dobry wzrok, więc szybko znalazł uciekające zajączki. I gdy już, już miał chwycić je w swoje szpony, córki przemieniły się w zwinne sarny. Wtedy jastrząb przemienił się w groźnego wilka i pognał za nimi. Był szybki i wytrzymały, a sarny zmęczone ucieczką. Wydawało się, że za chwilę dopadnie je, że już nie ma dla nich ratunku, więc w desperacji użyły po raz trzeci zaczarowanej chusty. Zamieniły się w sowy, odleciały i ukryły w dziuplach drzew i wyłomach skalnych. Wiedziały, że już nigdy nie wrócą do swoich ludzkich postaci. Wybrały wolność.
Wacław przywlókł się zgnębiony do domu. Ogarnął go głęboki żal i smutek. Zrozumiał, że jego gniew, pycha i duma doprowadziły do tego, że już nigdy nie zobaczy swoich ukochanych córek. Wkrótce umarł ze zgryzoty i żalu.