Jak narodził się pomysł na cykl o legendach KGP
Publikując jeden z pierwszych artykułów po zamknięciu wydawania miesięcznika KGP i zmianie formy komunikowania się z Wami otrzymaliśmy od Pani Lucyny Szomburg artykuł o Wielkiej Sowie. Pani Lucyna rozpoczęła swoją przygodę z Koroną Gór Polski w wieku 75 lat co wzbudziło w wielu z nas dużo emocji i pokazało, że niezależnie od wieku można stawiać sobie kolejne cele i spędzać aktywnie swój wolny czas jakim się dysponuje. Pani Lucyna w swoim artykule o Wielkiej Sowie przywołała jedną z legend o górach sowich. Wtedy narodził się pomysł, aby na naszych łamach opisać legendy związane ze szczytami Korony Gór Polski.
Tu macie linki do wspomnianego artykułu, jak również do pierwszej z serii legend jakie publikujemy na łamach naszego klubowego portalu kgp
https://kgp.info.pl/wielka-sowa-relacja-kgp/
https://kgp.info.pl/legenda-o-siedmiu-siostrach-czyli-jak-powstaly-gory-sowie/
W ten właśnie sposób narodził się cykl, w którym planowo chcieliśmy opisywać legendy związane z Koroną Gór Polski i jej szczytami.
Gdy legendy się kończą
Z czasem okazało się, że wyraźne ślady legend albo zanikają, albo wcale ich nie ma dla części szczytów. Powstało pytanie co teraz skoro seria już się rozpoczęła. Takie pytanie postawiliśmy właśnie w przypadku Lubomira.
Jest to szczyt, który nie ma swojej legendy o wiedźmach, olbrzymach czy zaklętych zamkach. Jednak historia tego miejsca sama w sobie jest na tyle niezwykła, że nie potrzebuje legend.
fot: Michał Guśpiel
Od Łysiny do Lubomira
Dziś kojarzy się głównie z obserwatorium astronomicznym i nocnym niebem. Mało kto jednak wie, że właśnie tutaj wydarzyły się jedne z najważniejszych momentów w historii polskiej astronomii.
Co ciekawe, dawniej szczyt nosił nazwę Łysina. Dopiero w 1932 roku otrzymał nazwę Lubomir – na cześć księcia Kazimierza Lubomirskiego, który wsparł budowę obserwatorium astronomicznego na szczycie. Sama dawna nazwa „Łysina” może dziś przywoływać skojarzenia z „łysymi górami”, które w ludowych wierzeniach często uznawano za miejsca niezwykłe i tajemnicze.
fot: Michał Guśpiel
Narodziny astronomicznego Lubomira
Na początku XX wieku astronomowie zauważyli, że na tej górze po zmroku gdy beskidzkie mgły już zejdą nad lasami pojawia się rozgwieżdżone niebo. W 1922 roku profesor Tadeusz Banachiewicz wybitny astronom i matematyk związany z Uniwersytetem Jagiellońskim rozpoczął organizowanie na Lubomirze zamiejskiej stacji obserwacyjnej krakowskiego obserwatorium astronomicznego. W owych czasach Kraków stawał się coraz jaśniejszy i narastający miejski blask zaczynał przeszkadzać astronomom w pracy.
Potrzebowano więc miejsca oddalonego od cywilizacji. Cichego i ciemnego, takiego gdzie noc nadal była naprawdę nocą. Wybór padł właśnie na Lubomir, który według większości opracowań uznawany jest za najwyższy szczyt Beskidu Makowskiego i wznosi się na 904 metry n.p.m.
Rok 1922 to moment, w którym rozpoczęto realizację tego ambitnego planu. Nie minęło nawet kilka lat gdy już to miejsce można było określić jednym z ważniejszych punktów polskiej astronomii.
fot: Michał Guśpiel
Pierwsza polska kometa
3 kwietnia 1925 roku astronom Lucjan Orkisz odkrył nową kometę. Otrzymała później nazwę C/1925 G1 (Orkisz). Była to pierwsza kometa odkryta przez Polaka i pierwsza nosząca nazwisko polskiego astronoma. Było to bardzo ważne odkrycie dla odradzającej się polskiej astronomii.
Władysław Lis i ludzie patrzący w gwiazdy
Na kartach historii Lubomira pojawi się jeszcze jeden człowiek, nie był to astronom, ani naukowiec. Pochodził z pobliskiej Węglówki i pracował jako pomocnik w obserwatorium. Sam uczył się astronomii z pasji, cierpliwości i fascynacji nocnym niebem. Wieczorami pomagał przy obserwacjach prowadzonych nad Beskidem Makowskim. Ów człowiek nazywał się Władysław Lis.
17 lipca 1936 roku wspólnie ze Stefanem Kozikiem oraz japońskim astronomem Sigero Kaho współodkrył kolejną kometę — C/1936 O1, znaną dziś jako Kaho–Kozik–Lis.
Lubomir stał się wtedy prawdziwą górą ludzi patrzących w gwiazdy.
Wojna i zniszczenie obserwatorium
Podczas II wojny światowej okolice Beskidu Makowskiego były związane z działalnością partyzancką. Dnia15 września 1944 roku wycofujące się wojska niemieckie spaliły obserwatorium na Lubomirze. Budynek przestał istnieć, a góra na długie lata pogrążyła się w ciszy.
fot: Michał Guśpiel
Powrót do życia
Przez ponad sześćdziesiąt lat wydawało się, że historia tego miejsca dobiegła końca. Na szczęście dzięki pasjonatom astronomii, lokalnym samorządom i mieszkańcom regionu udało się odbudować obserwatorium. Nowo wybudowane obserwatorium zostało uroczyście otwarte 6 października 2007 roku.
Spojrzeć dalej niż horyzont
Być może Lubomir nie należy do góry pełnej widoków. Jednak to właśnie w tym miejscu ludzie próbowali spojrzeć dalej niż sięga horyzon .
A kiedy nocą nad górami pojawia się Droga Mleczna i gasną światła dolin, łatwo zrozumieć, dlaczego właśnie tutaj ludzie od pokoleń podnosili wzrok ku niebu.
ŁUL
Melodia mgieł nocnych
Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie,
Lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie…
Okręcajmy się wstęgą naokoło księżyca,
Co nam ciała przezrocze tęczą blasków nasyca,
I wchłaniajmy potoków szmer, co toną w jeziorze,
I limb szumy powiewne i w smrekowym szept borze,
Pijmy kwiatów woń rzeźwą, co na zboczach gór kwitną,
Dźwięczne, barwne i wonne, w głąb wzlatujmy błękitną.
Cicho, cicho, nie budźmy śpiącej wody w kotlinie,
Lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie…
Oto gwiazdę, co spada, lećmy chwycić w ramiona,
Lećmy, lećmy ją żegnać, zanim spadnie i skona,
Puchem z mlecza się bawmy i ćmy błoną przezroczą,
I sów pierzem puszystym, co w powietrzu krąg toczą,
Nietoperza ścigajmy, co po cichu tak leci,
Jak my same, i w nikłe oplatajmy go sieci,
Z szczytu na szczyt przerzućmy się jak mosty wiszące,
Gwiazd promienie przybiją do skał mostów tych końce,
A wiatr na nich na chwilę uciszony odpocznie,
Nim je zerwie i w pląsy znów pogoni nas skocznie…
Kazimierz Przerwa-Tetmajer