Legenda o Mogielicy

„Nie zawsze Mogielica była górą…”

Dawno temu, kiedy Beskid Wyspowy porastały nieprzebyte puszcze, a mgły potrafiły zasłonić całe doliny na wiele dni, ludzie wierzyli, że góry mają swoje dusze. Każda z nich była kimś dawniej człowiekiem, olbrzymem albo istotą starszą od samych lasów.
W okolicach dzisiejszej Dobrej żyły wtedy wielkoludy. Władcą tych ziem był Łopień,olbrzym średniego wzrostu, ale o wielkim sercu. Mówiono o nim „Złotopień”, bo był dobrym gospodarzem, żył w zgodzie z sąsiadami i nigdy nie odmawiał pomocy potrzebującym.

Jego żoną była Mogielica. Piękna, wysoka i potężna, lecz zarazem surowa i wybuchowa. Ludzie bali się jej gniewu. Szeptano po wsiach, że zna mowę wichrów i potrafi sprowadzać mgły na doliny. Z czasem zaczęto nazywać ją wiedźmą.

Mieli jedną córkę Śnieżniczkę. Dziewczyna była zupełnym przeciwieństwem matki. Dobra, łagodna i pogodna, zjednywała sobie każdego, kto ją spotkał. Wieści o jej urodzie rozchodziły się daleko poza beskidzkie doliny.

Pewnego dnia usłyszał o niej młody wielkolud imieniem Ćwilin. Przybył z odległych stron i od pierwszego spojrzenia pokochał Śnieżniczkę. Łopień szybko polubił młodzieńca i chętnie zgodził się na ich ślub. Lecz Mogielica sprzeciwiła się temu z całych sił.
Nie ufała Ćwilinowi i nie chciała oddać córki obcemu przybyszowi. Im bardziej Łopień próbował ją przekonać, tym większy budził się w niej gniew. Nie pomagały prośby Śnieżniczki ani zapewnienia Ćwilina.
W końcu młodzieniec postanowił odejść.

Śnieżniczka odprowadzała go długo przez lasy i polany. Szli w milczeniu, bo oboje czuli, że rozstanie rozdziera im serca. Kiedy zatrzymali się po raz ostatni i spojrzeli sobie w oczy, wydarzyło się coś strasznego.
Legenda mówi, że ich serca pękły jednocześnie z bólu i tęsknoty. Upadli na ziemię, a beskidzkie doliny ucichły jak przed burzą.
Wkrótce zaczęły wyrastać nad nimi mogiły — wysokie, porośnięte trawą i lasem. Z czasem zamieniły się w góry. Tak powstały Śnieżnica i Ćwilin.

Na ich świeże mogiły spoglądali inni wielkoludzi rywale Ćwilina: Turbacz, Luboń, Jasień czy Ciecień. Łopień nie potrafił pogodzić się ze stratą córki. Codziennie siadywał przy mogiłach zakochanych, a do Mogielicy nie odzywał się już niemal wcale. Z biegiem czasu zachorował z rozpaczy.
Pewnego dnia położył się obok mogił ukochanej córki i Ćwilina — i już nie wstał. Jego grób również porósł lasem i krzewami, aż wyrósł z niego kolejny szczyt. Tak powstał Łopień.
Mogielica została sama.

Nie kochał jej już nikt. Żyła z wyrzutami sumienia i coraz większą goryczą. Kiedy poczuła, że zbliża się jej koniec, położyła się niedaleko grobu męża. Ziemia przykryła ją lasami, a z jej mogiły wyrosła największa góra w okolicy — Mogielica.
Górale opowiadali później, że ze stoków Mogielicy wypłynęły źródła Łososiny. Mówiono, że rzeka pieni się i złości podobnie jak dawna olbrzymka.
Do dziś krąży też stara opowieść, że podczas świętojańskich nocy na Mogielicy zbierają się czarownice i wiedźmy z całych Gorców. A gdy mgły schodzą nisko na beskidzkie lasy, starsi ludzie mówią cicho: To Mogielica wciąż pamięta dawne czasy.
I może właśnie dlatego góry Beskidu Wyspowego mają w sobie coś niezwykłego.
Bo według dawnych legend nie są tylko skałami i lasem.
Są śladem dawnych serc, miłości, gniewu i tęsknoty, które na zawsze zostały zaklęte w kamieniu.

Legenda o Mogielicy ma swoje korzenie w dawnych podaniach ludowych Beskidu Wyspowego. W różnych wersjach opowieści pojawiają się olbrzymy: Mogielica, Łopień, Ćwilin i Śnieżnica, których losy miały dać początek okolicznym górom. Motywy te występują w regionalnych przekazach ustnych oraz opracowaniach dotyczących folkloru Beskidu Wyspowego.

Zdjęcie z wieży widokowej na Mogielicy fot: Czarny Kot 

Korona Gór Polski