Odcinek 2 — Wielka Sowa . „Zaraz droga będzie już tylko pod górę..."
Drugi szczyt z KGP zdobyty! Wielka Sowa 1015 m n.p.m.
Majowa, ciepła niedziela. Święto 3 Maja. Znowu jestem we Wrocławiu, więc postanawiam ruszyć na kolejny szczyt KGP. W marcu była moja pierwsza wyprawa, na górę Ślężę. Dzisiaj w planie Góry Sowie i szczyt Wielka Sowa. Jak wielka? Nie wiem. Brzmi poważnie.
Ruszam na szlak z parkingu obok hotelu „Orzeł”. Późno. Godzina 13.00. Jestem zależna od rodzinnego kierowcy. Najpierw rzut oka na panoramę gór. Cudnie. Na stoisku nieopodal hotelu pan sprzedaje pamiątki; sowy wystrugane z drewna, aniołki i głowę konia w podkowie. Tablica w pobliżu informuje, że wkraczam do Parku Krajobrazowego Gór Sowich.
Ciekawe skąd ta nazwa? Zaglądam do Internetu. Znajduję kilka wytłumaczeń. Jedni twierdzą, że wzięła się od dawnej celtyckiej nazwy „Eylen”, czyli Góry Jeleni, która z czasem przekształciła się w niemieckie „Eulen”, co oznacza sowy. Jeszcze inni mówią, że „Eulengebirge” to przekształcona w ciągu wieków nazwa staroniemieckiego, średniowiecznego określenia „Aulengebirge”, oznaczająca pasmo górskie poprzecinane dolinami i przełęczami. Mnie zdecydowanie najbardziej spodobała się legenda o kmieciu Wacławie i jego siedmiu córkach, którą opowiem Wam niebawem.
Szlak prowadzi łagodnie pod górę. Pogoda wymarzona, sporo uśmiechniętych ludzi, dzieci i psów. Oddycham pełną piersią ciesząc się każdym krokiem. Realizuję swoje marzenia. Zdobywam Koronę Gór Polski. Po drodze mijam obelisk poświęcony Carlowi Wiesenowi. I znów muszę sięgnąć do Internetu. Przytaczam informacje z Wikipedii:
„Carl Wiesen (ur. 1834, zm. 19 kwietnia 1897) – niemiecki fabrykant, propagator i działacz turystyczny z rejonu Gór Sowich.
Fabrykant, współwłaściciel zakładów włókienniczych «Websky, Hartmann & Wiesen AG», zasłużony przewodniczący walimskiego Towarzystwa Sowiogórskiego (niem. Eulengebirgsverein Waltersdorf). Był zaangażowany w budowę pierwszej wieży na Wielkiej Sowie, zainicjował budowę schroniska Sowa (niem. Eulenbaude) pod Wielką Sową, na rzecz którego przekazał zakupiony przez siebie grunt w górnej części Sokolca. We współpracy z innymi towarzystwami górskimi propagował turystykę w Górach Sowich. Rozwijał infrastrukturę na potrzeby turystów poprzez znakowanie szlaków, wspieranie budowy schronisk, miejsc wypoczynku i wież widokowych.
W kwietniu 1898 na stoku Wielkiej Sowy na szlaku od przełęczy Sokolej na wieżę widokową niedaleko schroniska Sowa (niem. Eulenbaude) ufundowano tablicę na kamiennym obelisku upamiętniającą Carla Wiesena. Napis z tablicy: niem. Dem Andenken des treuen Freundes unserer Berge Karl Wiesen (Na pamiątkę oddanemu miłośnikowi naszych gór, Karlowi Wiesenowi). Pamiątkowy obelisk zachował się do obecnych czasów.”
W pewnym momencie droga zaczęła powoli opadać. Zwątpiłam, czy jestem na właściwym szlaku, czy nie przegapiłam jakiegoś odejścia. Miałam wejść na Wielką Sowę, a idę gdzieś w dół! Na mojej drodze pojawiła się drewniana chata przypominająca schronisko. Akurat z naprzeciwka szli młodzi, roześmiani ludzie. Zapytałam, czy dobrze idę, skoro szlak prowadzi w dół.
– Dobrze! – usłyszałam odpowiedź. – Niech pani się nie martwi, zaraz droga będzie już tylko w górę.
Zajrzałam do schroniska, wstemplowałam do mojej książeczki KGP pieczątkę z piękną zieloną sową i zostawiłam datek – cegiełkę na odbudowę schroniska. Można tam kupić kawę, ciasto i pamiątki. Może w drodze powrotnej skuszę się na coś pysznego?
Droga faktycznie biegła już tylko pod górę, cały czas lasem, kamienistą drogą. Pięknie!
Powoli, spacerkiem doszłam na szczyt. Pod wiatą, po prawej stronie drogi przybiłam kolejną pieczątkę. Spotkałam tam między innymi dwoje ludzi z loży Zdobywców Korony Gór Polski, którzy wędrują szlakami i weryfikują osoby takie jak ja, czyli przyszłych zdobywców KGP. Pan przybił mi do książeczki także swoją pieczątkę i zaprosił do wspólnego wypadu na Lackową w Beskidzie Niskim. Mam nadzieję, że skorzystam z tego zaproszenia.
Po nacieszeniu się zdobyciem Wielkiej Sowy, weszłam jeszcze na wieżę widokową skąd rozpościera się przepiękna panorama na bliską i dalszą okolicę. Widać z niej nawet Śnieżkę i Śnieżnik. W wyższych partiach gór, na stokach lśniły białe łaty śniegu!
Na szczycie, pod wieżą, można rozpalić ognisko, upiec kiełbaski na patyku, odpocząć. Ja skusiłam się na gotową kiełbaskę z chlebem i musztardą, którą można kupić w mini barze. Po posiłku usiadłam przy drewnianym, piknikowym stole czekając na rodzinę, która powoli wspinała się na szczyt.
Miałam apetyt na więcej gór. Może by tak skoczyć jeszcze na Waligórę? Ale czy zdążę?